
Uwielbiam ten kraj. Tropikalny, pełen słońca i egzotycznych owoców. El Dorado, dżungla, Indianie, Andy, Karaiby, a także kokaina, partyzanci i wojna domowa. Kolumbia.
Byłam tam ze dwadzieścia razy, ale wciąż lubię wracać. I jeżdżę do Kolumbii co najmniej raz w roku.
Zawsze kiedy ląduję w Bogocie, mówię to, co jest jednocześnie oficjalnym hasłem tego miasta: Jestem o 2650 metrów bliżej nieba. Bo na tej wysokości Bogota jest położona. Chłodne poranki i chłodne wieczory. Gorące dni. Ostatnio kiedy przyleciałam do Bogoty, ulice były przykryte gradem wielkości kurzych jaj.


Na wschód od stolicy ciągnie się płaska sawanna granicząca z Wenezuelą.
Na południu – jest wielka, dziewicza dżungla amazońska.
Na północy – jest wybrzeże karaibskie.
Na zachodzie Kolumbii leży słynne miasto Cali, a za nim – Ocean Spokojny.


Pyszna kawa, dojrzałe ananasy, ludzie zadowoleni z tego co mają – choć mają bardzo niewiele. Ale w tym zawiera się właśnie sekret szczęścia – dostrzegać to, co się ma i umieć się z tego cieszyć. Zamiast bez końca biec w pogoni za kolejnymi zdobyczami.
Dzisiaj zapraszam do Kolumbii.

Opowiem też o nowym filmie z Tomem Cruisem, o Karuzeli Cooltury zakończonej w tym tygodni uw Świnoujściu i o lawendzie :)
Fernando Botero - najbardziej kolumbijski z kolumbijskich artystów
Pola lawendy o świcie, sfotografowane w tym tygodniu w Anglii, fot. Antony Spencer:


"Wybuchowa para" - nowy film z Tomem Cruise - zwiastun
Tak wygląda najdroższa wanna świata zrobiona z górskiego kryształu wydobytego w Brazylii:

