|
|
Buszmeńska skrzynka pocztowa (83)
Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Pani Beato,
Napisałam do Pani ponad trzy lata temu, po lekturze Pani książki.
Pisałam, że brak mi samozaparcia, ale wierzyłam, że uda mi się wziąć w garść i spełniać swoje marzenia... A Pani dodała mi otuchy , mówiąc, że to najlepszy czas, bo wiem już jakich błędów nie powinnam popełniać. Po tym, jak do Pani napisałam, zdałam na drugi kierunek, który właśnie kończę. Nauczyłam się hiszpańskiego ( no, może nauczyłam to zbyt mocne słowo, ale mówię już dobrze ), wróciłam do tańca, bo bardzo mi tego brakowało i pielęgnuję tę pasję poświęcając jej wolne chwile, mimo iż ciężko mi je znaleźć. To niesamowite, gdy teraz myślę o tym, w jak dobrym kierunku rozwija się moje życie i że tak naprawdę wystarczy tylko chcieć, a potem rzeczy same zaczynają się układać po naszej myśli. Tęsknota za podróżami nadal we mnie tkwi i pewnie zawsze już pozostanie gdzieś wewnątrz mnie jako ciągłe pragnienie odnajdywania nowych miejsc, obserwowania ułożenia gwiazd na niebie z różnych części świata. Narazie tylko w wakacje wyjechałam, bo musiałam ( i chciałam ) wrócić do Polski, żeby skończyć studia, teraz zaś nie mogę się już doczekać tego lata, bo będę już oficjalnie absolwentką wolną od szkolnych obowiązków i zamierzam wyruszyć w świat Na półce czeka na mnie Pani nowa książka, podarowana mi od rodziców z dedykacją, bym była wojowniczką. Przyciąga mnie jak magnes, jak słodycz małego łakomczucha, ale z radością i cierpliwością czekam, by przeczytać ją za tydzień, gdy wyruszę do Hiszpanii w odwiedziny przyjaciela z Południowej Ameryki i lecąc samolotem zatopię się w jej stronach, z przekonaniem, że życie naprawdę jest piękne.
Dziękuję Pani za ciepło i mądrość, którą sama chciałabym kiedyś posiąść, za tę niezywkłą filozofię życiową, która tylu osobom pozwala zmienić sposób myślenia i podziwiam Panią z całych sił za to, że tak bezinteresownie dzieli się Pani z ludźmi tym, czego doświadczyła i tak prozaicznie- jak Pani znajduje na to czas? ( strona internetowa, radio , książka ) Pozdrawiam i ściskam najmocniej!
Ania
Pani Aniu, bardzo się cieszę, że wzięła Pani życie we własne ręce, bo sprawdziłam to tysiąc razy na własnym przykładzie, że kiedy człowiek zaczyna myśleć pozytywnie i konstruktywnie, i zamiast narzekać i biadolić, zaczyna coś pożytecznego dla siebie robić, to nagle zdarzają się niespodziewane i nie możliwe do zaplanowania czy przewidzenia rzeczy, które przybliżają człowieka do celu, jaki przed sobą postawił.
Mazgajenie się to marnowanie czasu i energii, która można przeznaczyć na tworzenie czegoś fajnego. A z jednej fajnej rzeczy zazwyczaj powstaja następne, jeszcze lepsze :)
Trzymam kciuki za wszystkie Pani plany i marzenia, niezależnie od tego co się stanie, niech Pani zawsze szuka w tym dobrej strony i myśli pozytywnie, a wtedy jestem pewna, że wszystko się uda :)
Pani Beato, właśnie skończyłam czytać pani książkę " W dżungli życia" i bardzo za nią dziękuję. Z pozoru nic odkrywczego, same oczywiste rzeczy a tak naprawdę chyba najważniejsza lektura dla każdego młodego (i pewnie nie tylko) człowieka. Z każdą przeczytaną stroną rozwiewane były moje wątpliwości, czy to co robię mam sens. Czytając pani książkę miałam wrażenie, że pisana jest właśnie do mnie. Stała się ona dla mnie swojego rodzaju przewodnikiem - przewodnikiem po dżungli życia. I bardzo za nią jeszcze raz dziękuję.
Aha, muszę powiedzieć, że cytuje się teraz panią na wszystkich ważnych naszych towarzyskich meetingach;)Teraz z rozmowami z przyjaciółmi, gdy omawiamy jakiś problem mówię: "Beata na to mówi..." i cytuje pani słowa. I powtarzam im ciągle za panią "najważniejsze w życiu to mieć plan". Przy składaniu życzeń koleżanka raz powiedziała: "...to ty nie wiesz,że teraz to się życzy celu w życiu a nie szóstki w totku":)
I każda z nas znalazła sobie cel, jedna chce zbudować dom, druga nie zdradziła co, bo nie chce zapeszać, a ja chce wyjechać do Hiszpanii. I każda z nas przyznaje, że od razu żyje się łatwiej. A po tych moich wszystkich wywodach pewnego zimowego wieczoru, koleżanka napisała "Małpka chyba odmieniłaś moje życie, kto wie może i na zawsze". I wiem doskonale, że to nie ja to zrobiłam, ale pani. Dziękuje więc w imieniu wszystkich mniej lub bardziej zagubionych. Pozdrawiam serdecznie i życzę hmmm... czego mogę pani zyczyć skoro cel życia pani odnalazła? Myślę,że tego żeby nigdy nie zabrakło marzeń i zdrowia na ich realizację.
Ania lub Małpka
Pani Aniu, ale czym w ogóle mogłoby być życie bez celu? Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć żadnego celu ani planu do zrealizowania. Człowiek realizuje się w spełnianiu swoich marzeń, bo to nadaje sens temu, co robi. Marzyć o czymś jeszcze piękniejszym to czysta radość, a doprowadzenie do spełnienia tego marzenia to już po prostu szczęście :)
Ja mam kilka dobrych planów do zrealizowania i staram się być w tym konsekwentna, bo przecież sama przed sobą rozliczam się z wykonanych zadań i lubię być z siebie zadowolona.
Życzę więc gorąco spełnienia marzeń, osiągnięcia celów i zrealizowania planów Wszyscy powinniśmy być szczęśliwi, a najfajniejsze jest to, że sami możemy sprawić, żeby tak własnie było w rzeczywistości :)
Witam Cie Beatko Bardzo Serdecznie.Mam nadzieje ze nie bedziesz miala nic przeciwko jezeli pozwole sobie pisac do Ciebie po Imieniu. Jestesmy mniej wiecej w tym samym wieku.tak wiec te uniformy sa zbyteczne,tak mysle. Zreszta pisanie na luzie jest o wiele lepsza forma przekazu. Prawda? Otoz chcialabym wyrazic podziw co to stylu twojego pisania. Moja pasja jest czytanie. Ksiazka juz od wielu lat jest moim najwierniejszym Przylacielem.,z ktorym przeszlam smutne.przykre i wesole chwile w moim zyciu. Dlatego mam tak WIELKI SZACUN DLA PISARZY. Podziwiam ich za talent za niesamowita wyobraznie za niezwykly dar jaki Ty Kochana Beatko rowniez posiadasz.
CZytajac ksiazki W Dzungli Zycia i W Dzungli Milosci byly momenty ze plakalam poniewaz to tak jakbys pisala o mnie i do mnie.Boze !Cos niesamowitego.Czytajac poszczegolne tematy ksiazek widzialm obrazy ze swojego dziecinstwa dalej dalsze etapy ktore opisujesz tj.szkola ktora tak jak i Tobie nic nie dala poza suchej teorii . Okres studencki narkotyki impreski alkohol to przeciez byl standard. Milosc,malozenstwo rozwod to tak jakbym czytala swoj zyciowy scenariusz. Wiesz chce Ci Kochana Beatko podziekowac ze piszesz do ludzi mlodych. nie starasz sie ich umoralniac ale doradzac i to jest takie w Tobie niesamowite. Podziwiam Twoja wrazliwosc skromnosc dobrodusznosc a przy tym niesamowita konsekwencje sile woli i stosunek do tego co robisz. Jestem Dumna ze mamy w Polsce takich Ludzi ktorzy swoimi marzeniami potrafia zarazc innych.ktorzy swoim pisaniem dziela sie z kazdym czlowiekiem. Kocham Cie Beatko! i Dziekuje ze Jestes. Pisz pisz i jeszcze raz pisz. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.Beti.
Szacun i podziękowania za te słowa :) Uwielbiam pisać. Uwielbiam dzielić się z ludźmi tym, co myślę, co odkryłam albo przeżyłam. Niezależnie od tego, czy są to przygody w dżungli Ameryki Południowej, czy na warszawskiej ulicy. Kocham pisać i czuję, że moje życie ma wtedy sens i pełen wymiar. W marcu ukaże się moja najnowsza książka przygodowa „Blondynka na Czarnym Lądzie”. W maju ukaże się mój pierwszy autorski przewodnik po afrykańskim safari, a niedługo potem ukaże się też mój autorski kurs języków obcych. Następne ksiązki w pisaniu :) Serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato Droga! Jak napiszę, że w Pani moja ostatnia nadzieja, to może przesadzę, ale w tej chwili tak to czuję... W programie "Śniadanie na podwieczorek" (TV Polonia) dn.8.11.2008 w ramach prezentowania swojej książki "Dżungla miłości" mówiła Pani przepięknie o tym, jak najpierw trzeba zainwestować w siebie, żeby móc być z kimś i dla kogoś. Słuchałam z zapartym tchem, bo dokładnie to samo (tylko nie tak pięknie) głoszę wśród swoich znajomych. Nagrałam ten fragment programu na kasetę video, żeby wypowiedź Pani spisać i cytować. Niestety, nie zdążyłam, gdyż omyłkowo nagrany został na tym inny program... Błagam, niech mi Pani pomoże, może ta wypowiedź została gdzieś zarejestrowana/ zapisana. Z mnóstwem serdeczności, Daria
Pani Dario, nic nie wiem o tym, żeby ten fragment został zarejestrowany i zamieszczony, ja sama też nie nagrywam moich występów w telewizji, jedyne więc, co mogę Pani poradzić, to zajrzeć do książki "W dżungli miłości", gdzie jest napisane to wszystko, o czym mówiłam, a nawet więcej :)
Pani Beato!
Dzięki Pani książce dużo zrozumiałam...zrozumiałam dlaczego przez ostatnie kilka lat czułam się nieszczęśliwa, pogubiona. Zrozumiałam, że bez sensu jest czekać na coś lub kogoś kto przyjdzie i odmieni moje życie... Zrozumiałam. I nic nie zrobiłam. Napradę ostatnio uwierzyłam, że coś ze mną jest nie tak, gdyż od dłuższego czasu nie udawało mi się stworzyć żadnego związku z Polakiem, nie wyszłam za mąż tak jak prawie wszystkie moje koleżanki... nie mam tez stałej pracy.Nie jestem stuprocentowo niezależna finansowo.
Nie chcę żalić się innym ludziom, ale szukać w sobie odpowiedzi...Myślę, że to wszystko, co Pani napisała w swoich ksiażkach,to ja wiedziałam, zastanawiałam się nad tym, gdzieś czułam podświadomie, ale zawsze bałam się, również leniłam się jak wygodny leniwiec wprowadzić swoje postanowienia i marzenia w życie. Później myślałam, że częsć z nich zrealziowałam, ale po pewnym czasie poczułam pustkę i rozczarowałam się, gdy znalazłam się w moim "nowym" życiu. Czułam sie pogubiona i nieszczęśliwa, choć tak naprawdę nie miałam żadnego powodu...jestem ładną i młodą 26 letnią (napiszę:dziewczyną), skończyłam studia i dostałam wymarzoną pracę.
Nie jestem szczęsliwa w moim życiu. Ale nie tylko z powodu nieudanych związków z mężczyznami. Brakuje mi czegoś, czego nie mogę okreslić.Zawsze wiązałam się z obcokrajowcami, nie rozumiejąc skąd u mnie bierze sie taka chęć tworzenia relacji z mężczyznami z innych kultur. Chciałabym podkreślić, że wcale ich nie "szukałam", po prostu się zdarzało i mnie intrygowało. Kilka razy słyszałam nawet, że gdybym związała się z Polakiem, to wtedy byłabym nareszcie szczęsliwa i ułozyła sobie życie. No tak. Tylko ja nie wiem, jak ja mam to swoje zycie układać.Nie chcę wychodzić teraz za mąż i rodzić dzieci!Ponadto wierzę w to, że człowiek jest z natury dobry i można z nim być szczęśliwym niezależnie od narodowości.Nie wykluczam, że jeżeli zakocham się w Polaku, t o właśnie z nim się zwiążę. Ale nie spotkałam do tej pory takiego, który by mnie urzekł. I właśnie od 3 lat, nie wiem dlaczego, czuję, że w moim życiu nic się nie dzieje.Czas płynie, a ja razem z nim.Raczej nie płynę, to zycie mnie niesie.A ja chciałabym płynąć z energią.Inii do czegoś dochodzą, a ja trochę tak czuję, jakbym stała w miejscu.
Nie mam ostatnio chęci się uczyć, jestem leniwa, użalałam sie nad sobą, złorzeczyłam losowi, że nie mam szczęścia. A przeciez w głębi duszy wiem, że to nieprawda! Bo nie mam bliskiej osoby? to co z tego. Los dał mi dobrą pamięć, konsekwencję, której mi ostatnio brak, urodę, dobre serce i umiejętnośc nawiązywania dobrych i życzliwych kontaktów z ludźmi. Zabrakło mi jednak pozytywnego myślenia, wiary w dobrą przyszłość, siły na walkę ze swoimi słabościami.Wiem, źle robiłam porównując się do innych, że mają rodziny, rodzą się dzieci, mają dobrą pracę, duże pieniądze,a ja tak wiszę na gałęzi i czuję, że mam związane ręce...czasami czułam sie gorsza od innych.. zawsze bałam się,że nie zdam np egzaminu, czułam się gorsza, bo nie zarabiam duzych pieniedzy ,nic w życiu nie osiągnęłam poza wykształceniem...Kiedy byłam w liceum to bałam się, że ludzie oceniają mnie przez pryzmat mojej urody-ładna to głupia. Czasami myslę, że to właśnie dlatego tak dużo się uczyłam, by pokazać innym, że nie jestem głupia.. I tak ostatnie lata upływały a ja czekałam...aż przyjdzie ktoś lub coś i odmieni moje zycie na lepsze...czekałam aż do momentu, gdy przeczytałam pani ksiażki. I ZADRŻAŁAM. Pani Beato, ja nie znam wielu odpowiedzi, nie jestem w stanie ocenić czy podążam właściwą drogą-nie wiem, gdzie szukać odpowiedzi, pytałam samą siebie i ciągle wielu rzeczy nie wiem. Czasami wydaje mi się, że to jest właśnie to, moja droga, a potem mam chwile zwątpienia. Nie wiem co może dać mi szczęście, może rodzina i dom jak wielu sądzi? Tylko jak to osiągnąć, skoro przecież nie mam na to wpływu. Może nigdy nie spotkam dobrego człowieka i nie pokocham go z wzajemnoscią? Może mi się nigdy nie ułoży z uczuciem...Jak Pani myśli od czego to zależy, że jednym się układa w miłości, a innym nie? Czy to jest już gdzieś zapisane, przeznaczone?
Mimo to, chcę być konsekwentna i skończyć rzeczy, które pozaczynałam i na które poświęciłam tyle czasu, energii, własnej pracy. Może kiedyś zmienię zawód, by miec lepsze pieniądze...nie wiem... Może to nie chodzi o to w zyciu, by ciagle coś sobie udowadniać i walczyć z wiatrakami i wybierać trudne drogi, tylko po prostu wybrać tę, która daje większą niezalezność finansową?Czasami myślę, że nie wiem, czego tak naprawde pragnę.Ale mam dużą satysfakcję, gdy mogę komuś pomóc. Wtedy rośnie mi serce.
Ale w moim zyciu nic sie nie dzieje,wracam do domu i nie mam energii,by coś "pokombinować" i zmienić w moim zyciu. Chcę znowu powrócić na przykład na zajęcia fitness i na taniec, chcę rzucić palenie, a mimo to siedzę sama w domu przed tv i palę kolejną paczkę. Potem przychodzi złość na samą siebie i strach, że nie dam rady. Czasami, jak w moje 26 urodziny, czuję strach, że zawsze będę sama, że nigdy się nie zakocham,nikogo nie spotkam, z nikim nie zwiążę...czasami czuję bezsilność, gdy siedzę samam w domu i nawet nie mam z kim iść potańczyć, gdyż prawie wszystkie moje kolezanki mają mężów czy stałych chłopaków i z nimi spędzają weekendy. Karcę samą siebie, że przeciez niczego mi nie brak..zdrowa, młoda, wykształcona...a jednak... brak mi i nie wiem czego.Siedzę w czterech śianach i tak upływają miesiące. Już teraz wiem, że to nie chodzi o męźczyznę, że on wcale nie odmieni mojego zycia.Tylko jak ja mam odmienić moje zycie? Czy to przypadki nim rządzą? Przeznaczenie?Czy wierzy pani, że komus jest przeznaczone być nieszczęsliwym?
Wiem, to użalanie sie nad sobą i zwykłe lenistwo, ale nie wiem skąd mam zaczerpnąć siły i poukładać swoje życie. Wiem, że nie ucieknę w pracę czy naukę, bo to przyniesie mi ulgę jedynie na jakiś czas. Nie zatracę się też w obecnym mężczyźnie, bo wtedy do reszty zgubię samą siebie. Zresztą jest mi przykro, bo zakochałam się i on też...ale ten związek i tak się skończy, bo on podjął decyzję pod wpływem rodziny, by poslubić inna kobietę...Nie mogę przeciez wpływać na innych ludzi..Ani oni na mnie...Tak czasami myslę, że robię jakiś błąd przyciagając do siebie takie relacje...nie wiedziałam, gdy sie poznalismy, on tez nie, miedzy nami naprawde zdarzyło się wiele pięknych chwil. Tylko nie wiem jaki błąd...nie uciekam w porę, bo boję sie ze zostanę sama ? Ostatnio nie wiem, co się ze mną dzieje...kiedyś byłam pogodną dziewczyną, nie spoglądałam na to,co mają inni, robiłam swoje...Teraz....czuję, że nie wiem jak zyć, albo wiem co chcę w sobie zmienić, ale jestem leniwcem... Mam juz nawet listę drobnych rzeczy do zmian i nie wprowadziłam żadnego punktu w życie...Boje się, że już zostanę leniwcem i tak właśnie oto przepłynie mi całe zycie:nic nie osiągnę, nie założę rodziny,będę nieszczęśliwa ze samą sobą, z niskim poczuciem własnej wartości...
Przepraszam za taki długi i chaotyczny list, trudno mi opisać w kilkanaście minut to, co siedzi w mojej duszy. Wiem jedno. Chciałabym być szczęśliwa, niezależna, silna i samodzielna. Jak Pani.Postanowiłam zawalczyć. Nie mam jeszcze dokładnego planu. Ale spróbuję. Mogę tylko zyskać. Dziękuję za to, że Pani jest i napisała tę książki. Potrząsnęły one moim małym leniwcem
Pozdrawiam serdecznie
Po kolei:
Jestem pewna na 100%, że nikt nie jest skazany na nieszczęście. Wprost przeciwnie, świat w swojej naturze dąży do harmonii i dobra, więc raczej najbardziej naturalnym stanem dla człowieka jest doświadczanie radości i szczęścia.
Moim zdaniem ludzie sam sobie najczęściej komplikują życie i odsuwają się od tego dobrego nurtu spraw poprzez swoją bezmyślność albo upór. A czasem wystarczy na chwilę przestać myśleć i kombinować, i pozwolić, żeby rzeczy stały się same.
Na pewno nie ma sensu porównywanie się z kimkolwiek. Każdy człowiek jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego. Każdy ma jakąś wyjątkowość w sobie i powinien ją w sobie odnaleźć.
I niezależnie od tego jak jest zbudowany świat – czy rządzą nami przypadki i sploty okoliczności, czy przeznaczenie, moim zdaniem najważniejsze jest to, żeby odnaleźć w sobie swoje prawdziwe pragnienia i marzenia. Zmierzyć się z nimi, spojrzeć sobie w oczy i zapytać : Czego ja naprawdę chcę? Odrzucić kłamstwa i manipulacje, odrzucić to wszystko, czego chcą albo oczekują od nas inni ludzie – i dotrzeć do prawdy o samym sobie. A potem ją zrealizować.
Czasem to długa droga, czasem krótka, ale zawsze jest pełna radości, bo jeśli człowiek żyje w zgodzie z własną duszą, to jest w stanie odnaleźć sens i pełnię bycia człowiekiem.
Niech Pani nie myśli o tym, czego Pani nie zrobiu i czego być może będzie żałować. Niech Pani pomyśli o tym, co chciałaby Pani zrobić i kiedy. Wierzę, że się uda :)
Dobry wieczór Usłyszałam o Pani niedawno, zupełnie przypadkiem i żałuję, że nie "odkryłam" Pani wcześniej. Po przeczytaniu kilku stron "W dżungli życia" wiedziałam, że na tej jednej książce się nie skończy. W każdym zdaniu znajduję wartość, każde zdanie jest niezwykle pouczające, dające siłę, wskazówki na życie. Bardzo interesuję się psychologią, codziennie wyszukuję w internecie ciekawe cytaty, kocham czytać felietony, rozważania. I również uwielbiam podróżować.
Chciałabym tak jak Pani poznać kulturę innych ludzi, zupełnie inną niż nasza, zajrzeć do najciekawszych zakątków świata, odkrywać na nowo. Mam 17 lat i wierzę, że jeszcze dużo przede mną. Po przeczytaniu "W dżungli życia" zrozumiałam, że to ,czy spełnię marzenia zależy ode mnie samej. Co do podróży to moją najdalszą była wycieczka do Czech Ale kocham też polskie góry, szczególnie Tatry, na ich szczycie czuję się wolna i bezpieczna. W te wakacje jadę do Hiszpanii, a więc maleńkimi krokami poszukuję coraz dalej. Nadal jednak borykam się z największym obecnie dylematem-nie wiem jakie wybrać studia, tak abym mogła robić to czego naprawdę pragnę. Wiem, że dostaje Pani tysiące takich listów i nie spodziewam się nawet odpowiedzi, ale chciałabym, aby Pani wiedziała, że bardzo Panią podziwiam. Przede wszystkim za umiejętne podejście do życia, do trudnych spraw, tak aby rozwiązywać je jak najlepiej. Cały czas poszukuję szczęścia i wierzę, że to się uda. Dziękuję, że wlewa Pani w serca ludzi nadzieję. Dziękuję, że wlała Pani również i w moje Pozdrawiam gorąco, życzę niezapomnianych przygód
Jakie wybrać studia? Myślę, że czasem bywają takie sytuacje, kiedy podjęcie jednej najlepszej, doskonałej decyzji, jest niemożliwe. Po prostu dlatego, że nie zawsze człowiek od razu WIE czego najbardziej w życiu pragnie. Myślę więc, że w takiej sytuacji trzeba podjąć jakąś decyzję, możliwie najbardziej odpowiadającej w tej chwili temu, co Ci w duszy gra - z jednoczesnym pozostawieniem otwartych drzwi. Bo jeśli za kilka miesięcy albo za rok odkryjesz, zrozumiesz, czego naprawdę pragniesz najbardziej, to wtedy wystarczy zmienić studia albo w inny sposób zmienić podjętą wcześniej decyzję.
Najważniejsze są dwie rzeczy: nie stresować się za bardzo i nie próbować zaplanować teraz następnych dwudziestu lat życia - bo czas przynosi różne niespodzianki; a po drugie -mieć otwarte oczy i uszy, i zawsze słuchać tergo, co podpowiada Ci serce, dusza i sumienie. Myślę, że wtedy prędzej czy później na pewno odnajdziesz własną drogę, czego Ci gorąco życzę :)
Pani Beato! Chciałam Pani bardzo serdecznie podziękować za ksiażkę "W dżungli miłości". Wcześniej przeczytałam "W dżungli życia", ale chyba dopiero teraz dotarło do mnie - może po prostu jako przypomnienie - jak wiele w życiu zależy ode mnie! Tak się składa, że od kilku lat jestem szczęśliwie zakochaną mężatką, więc moje refleksje w trakcie czytania bardziej dotyczyły ogólnie życia, a nie miłości :) Ale po kilku tygodniach od lektury wciąż wraca do mnie jak echo to proste i jednocześnie tak często zapominane przeze mnie stwierdzenie, że ster mojego życia jest w moich rękach. I nie zamierzam już więcej poddawać się przypadkowym prądom morskim i zdawać się na chaotyczne dryfowanie. Podsumowując - Pani książka byłą dla mnie ogromną inspiracją! I mimo że po jej przeczytaniu nie zamierzam wcale porywać się na jakieś wielkie, spektakularne rzeczy, to jednak zmieniam mnóstwo drobiazgów - a to one stanowią o jakości życia. I to chyba dzięki temu optymizm i uśmiech stają się w mojej codzienności coraz częstszymi gośćmi... DZIĘKUJĘ! :) I pozdrawiam, Majka
P.S. Jeszcze o "Blondynce Tao", bo jedno zdanie wymiotła Pani w kosmos, jakby to określiła moja nastoletnia kuzynka ;) A mianowicie: "Gdyby zamienić sześć najbardziej wulgarnych słów w języku polskim na podobnie brzmiące słowa wuj, hebanowy, morwa i nać, a także skubany oraz migdalić, to pierwszym zdaniem w języku polskim, jakie usłyszałam po obudzeniu, było: - Ty, patrz, morwa jego nać, jak ten hebanowy wuj zamigdala." Miodzio! :) :) :)
Pani Majko, dziękuję i prawdę mówiąc, kiedy pisałam to zdanie, nie wiedziałam jak zareaguje wydawnictwo, bo w gruncie rzeczy książka jest naszpikowana wujami, hebanami i morwami :) Na szczęście nikt nie kwestionował mojego pomysłu i opublikowano książkę dokładnie w takim kształcie, jak ją napisałam :)
Życzę pani jeszcze więcej optymizmu i szczęśliwej miłości, i oczywiście zachowania pozycji kapitana na statku swojego życia :)
Witaj Blondynko, Piszę do Ciebie z dwóch powodów. Po pierwsze żeby podziękować za Twoje wspomnienia z wypraw. Niesamowite światy, jakie przede mną otworzyłaś, historie z całego świata - tak pięknie namalowane - za prawdziwą magię, którą przeniosłaś na papier i obdarowałaś nią czytelników. Dostrzegam w tych opowieściach tak wielką pasję - nie sposób nie czerpać z każdego zdania optymizmu i kilogramów energii :)
Po drugie, dziękuję, że pokazałaś mi szczęście. Jak ważne jest zrozumieć, czego się pragnie, wysłuchać siebie i odważnie wyruszyć na swoją własną podróż. Książki o Dżungli życia i Dżungli miłości otworzyły mi oczy i obudziły serce. Dziwię się, ale wcześniej nie rozumiałem co jest najważniejsze – a przecież tylko poszukiwanie WŁASNEJ drogi do szczęśliwego życia może nadać mu prawdziwy sens i dać satysfakcję, spełnienie. Wydawało mi się że skończenie liceum, zdanie matury i pójście na studia informatyczne, bo one dadzą dobrą i pewną pracę na dzisiejszym rynku (a generalnie to nawet dobrze mi idzie klikanie), to coś oczywistego i tak po prostu trzeba… Wszyscy wokoło przytakiwali i mówili że to świetny wybór, zresztą wcześniej zdecydowanie sugerując taką drogę.
Uwierzyłem, naprawdę w to uwierzyłem! Myślałem, że tak będzie dobrze… Wydawało mi się normalne, że nie każdy jest do końca szczęśliwy ze swojej pracy, bo praca to praca, trzeba zarabiać. Jakoś nawet poradziłem sobie z matmą na maturze, chociaż to zajęć z języka polskiego tak bardzo mi brakowało po skończeniu szkoły… Teraz wiem, że coś w środku mnie próbowało pokazać i cicho krzyczało – wygrała jednak „odpowiedzialna decyzja z przyszłością”. I sam skutecznie podcinałem skrzydła marzeniom.
I jak wygląda to teraz? Czuję się potwornie na studiach, nie czerpię z nich żadnej radości, nie mam motywacji do nauki, wszystko zaczęło tracić sens i kolory. Dodatkowo zaskoczyłem się, bo są tutaj tacy, którzy czerpią z nich radość i to w nich widać. Ja nie umiem, czemu? I została mi tylko muzyka, którą zawsze kochałem. Mimo, że nie umiem ani grać ani śpiewać i rodzice nie posłali mnie na lekcje fortepianu gdy miałem 6 lat to uwielbiam piękne dźwięki, trafiające teksty i one jakoś trzymają mnie na powierzchni. Podobnie jak ucieczka w fikcyjne światy książek, filmów, mimo, że mam już 21 lat! Coś tutaj chyba jest nie tak. Nie można bez końca uciekać od rzeczywistości jak od złego snu?
Gdy przeczytałem Blondynko, Twoje książki o podróżowaniu przez życie, coś we mnie pękło. Dostrzegłem, że wszystko, co wydawało mi się ułożonym planem, odpowiedzialnością i dojrzałością to tylko niesamowite nieporozumienie i jakiś przykry żart który sam sobie zrobiłem. Z premedytacją brnąłem od czasów liceum w coś, czego zupełnie nie czułem, po drodze uciekając w alternatywne światy czy to muzyki, teksów piosenek, książek, wierszy. I jakoś nie wariowałem, chociaż tańczyłem na krawędzi.
Jutro składam rezygnację z obecnych studiów, sprawdziłem już kierunki związane z czymś, co mnie porusza – mimo, że nie mam może uzdolnień muzycznych to poprzez np. kształcenie się w kierunku realizatora dźwiękowego będę mógł robić coś w temacie, który lubię. Mieć do czynienia z muzyką czy to na koncertach, czy w studio czy też nawet w radiu i telewizji.
Pogubiłem się, ale staram się korzystać z Twoich rad i z całych sił poukładać swoje życia w przemyślany sposób. Dosyć przypadku i podążania w pustkę. Teraz boję się reakcji rodziny, i przyznam szczerze, boję się co będzie jeżeli znów mi się nie uda… Mam tylko nadzieję, że zrozumiem własne marzenia, dzięki Twoim doświadczeniom zrobiłem pierwszy krok i kolejne chce stawiać rozważnie i zgodnie z własnym sercem Ach :) czemu to jest takie skomplikowane…
Potrzaskany, trochę depresyjny jednak wreszcie wypowiadając z zainteresowaniem (a nie strachem i niechęcią) zdanie: Cóż przyniesie jutro?? sun
A ja mam takie pytanie: kiedy idziesz do wesołego miasteczka, to jaka rozrywkę wybierasz? Lubisz takie malowane koniki, na których siedzą pięciolatki, które poruszają się powoli, ale bardzo bezpiecznie?
A może jednak wybrałbyś kolejkę górską, która pędzi przed siebie jak szalona i jest ryzykowna, ale daje poczucie wolności i adrenalinę?
No właśnie. W życiu jest tak samo.
Co masz właściwie do stracenia? Załóżmy, że w najczarniejszym scenariuszu nowy kierunek studiów też będzie rozczarowaniem. To poszukasz czegoś innego.
A może wolałbyś przez całe życie jechać na najwolniejszej karuzeli świata, na malowanych konikach razem z grupą pięciolatków? :)
I jeszcze jedno: mam znajomego, który znalazł w Internecie kurs nauki gry na fortepianie i sam nauczył się grać mając 38 lat. Zapomnij o tym, czego nie zrobili Twoi rodzice. Zrób to sam :)
Witam Pani Beato!! Jestem po lekturze Pani książki „W dżungli miłości” i w trakcie „W dżungli życia”. Dlaczego piszę?? Bo Pani książki sprawiły, że zaczęłam płakać, bo Pani książki uświadomiły mi kim byłam i kim nie jestem, pomimo, ze chciałam być (ale nie tylko one). Piszę dlatego, że jestem w sytuacji, z której nie widzę wyjścia bez krzywdzenia wszystkich dookoła. Tyle, że ja skrzywdziłam już moje otoczenie poprzez decyzje, którą podjęłam.
Ale zacznę od początku. Mam 29 lat, nazywam się Alina (kurcze brzmi to dość śmiesznie :D, ale ok., nie wypada mi się nie przedstawić), zrobiłam doktorat. Pewnie wiele osób odnosi takie wrażenie, ale cóż... w książce „W dżungli życia” opisała Pani mnie. Aczkolwiek w wielu kwestiach byłam (boje się użyć tego słowa, gdyż wiele osób zarzuca mi, że „pozjadałam wszystkie rozumy”) mądrzejsza. Nie popadałam w anoreksję, bulimię, narkotyki i alkohol tez wyeliminowałam z mojego życia dość wcześnie, jednak to wszystko mnie dotyczło. Imprezy, alkohol, marihuana, muzyka, książki, sztuka, PAPIEROSY, obżarstwo, nadwaga, ciągły głód wiedzy i niesamowita potrzeba poznawania świata – takimi rzeczownikami mogłabym siebie określić. Co zostało ze złych rzeczy??
Niestety papierosy, ale w tej kwestii ostatnio (jeszcze przed lekturą) zmieniała się moja świadomość – po raz pierwszy pojawiła się chęć rzucenia, niesamowita odraza do siebie i pierwsze próby. Dokładnie tak jak u Pani, dopiero teraz doszło do mnie, że jestem „w szponach nałogu”, pomimo, ze zawsze twierdziłam, ze przestanę kiedy chce. Oczywiście myśli i przeżycia mam identyczne, jak te opisane przez Panią.
Ale, ok. Ciągle odbiegam od sprawy, która zmotywowała mnie od napisania do Pani. Otóż... Wyszłam za mąż. Ja, osoba, która zawsze twierdziła, ze nigdy się na to nie zdecyduje, bo ma tyle planów, marzeń, ambicji, tyle rzeczy do zrealizowania zrobiłam to. W jakiej jestem sytuacji?? Rok po ślubie czuję się fatalnie, czuję, że straciłam wszystko, czuję, ze oszukałam człowieka, który mnie kocha, oszukałam rodziców oraz oszukałam i sprzedałam samą siebie. Dlaczego to zrobiłam?? Po pierwsze, bo każdy tego ode mnie oczekiwał – to odpowiednia pora, aby się ustabilizować. Po drugie, bo miałam na głowie jego rodzinę – ciągłe gadanie, że nie wypada żyć z kimś bez ślubu. Ale to wszystko drobnostki i chyba jednak raczej próby wytłumaczenia mojego postępowania. Ale nie od tego wszystko się zaczęło... Otóż zaczęło się od znajomego, którego poznałam w pracy. To on mi pierwszy zaczął opowiadać o sobie. Im wiedziałam więcej, tym mój świat zaczął się coraz bardziej gmatwać. Zobaczyłam w nim, taką siebie, jaką zawsze chciałam być i byłam, ale sama... zaczęłam się zastanawiać, gdzie podziały się moje pasje? Opowiedział mi o sobie tak, jak ja bym o sobie opowiedziała, gdybym nie wyszła wcześniej za mąż.. Opowiedział mi o swoich/ moich marzeniach o swoich/moich pasjach i ograniczeniach, które stawiała przed nim jego potencjalna żona i jej rodzina. Zerwał z nią i był szczęśliwy. A ja? Poszłam ten krok za daleko. Nie pamiętam, kiedy przeczytałam jakaś książkę, moi teściowie stawiają mi wielkie wymagania i chcą, żebym przychodziła na niedzielne obiady, gdzie najważniejszym jest dobrze się ubrać i wziąć udział w dyskusji na temat co ksiądz mówił w kościele lub co robi ta czy inna osoba, po prostu plotki.
Mój mąz mówi, że jestem egoistką. Mieszkamy w jednopokojowym mieszkaniu i zaczęło mi to strasznie przeszkadzać. Zaczęły się kłótnie i wyrzuty. Czuję, że nie mogłabym mieć z tym człowiekiem dzieci (to było moje marzenie po doktoracie i nieodłączny element spełnienia małżeństwa). Poza tym czuję się zakuta w kajdany, potrzebuje wolności i samotności, potrzebuje się dalej realizować. Czuję, że zdradziłam sama siebie, moje marzenia i pasje. W przyszłości chciałabym mieć dom i rodzinę, ale nie teraz. Teraz chcę pozostać egoistką. Nadzieję jeszcze mam, ale musze się wyrwać z tego małżeństwa. Jestem w ogromnym dole bo czuje wyrzuty sumienia, że skrzywdziłam przez moja dziecinną, nieopowiedzianą i nieprzemyślaną decyzja wszystkich dookoła. Jestem dobra dla męża, szanuje go, bo tak naprawdę on mi nic nie zrobił. Nie ma sensu, aby płacił za mój błąd. Ale nie chce z nim być. Jednym słowem czuję, że jestem w sytuacji bez wyjścia. W takiej, że jak odejdę od niego skrzywdzę wszystkich. Jak zostanę skrzywdzę siebie i zmarnuje sobie życie. Jestem wewnętrznie rozedrgana. Cały czas myślę o błędzie jaki popełniłam i nie potrafię skupić się na konkretnej rzeczy. Moja mama ma wielką rację, nie mogę rok po ślubie wyrzucić człowieka jak starą, zużytą rzecz. Zadaje mi pytanie, dlaczego nie uciekłam od ołtarza, skoro nie chciałam ślubu?? I to jest właśnie to pytanie, które sprawia, że brak mi siły na wszystko. Czy proszę o radę?? Wydaje mi się, że nie ma rady w tej sytuacji. Chciałam po prostu komuś o tym napisać. Nie wiem co mam robić. Z góry dziękuję za przeczytanie tego listu. Był trochę chaotyczny, ale nie potrafię szybko opisać tego co czuję. Pozdrawiam serdecznie, Alina
Kiedy człowiek jest w oku cyklonu, to nie jest w stanie stwierdzić z której strony wieje wiatr. A im bardziej dmucha, tym bardziej panicznie człowiek zaczyna po omacku szukać jakiegoś wyjścia. Strach i wyrzuty sumienia to źli doradcy. Mogą Ci tylko pomóc zapętlić się w tej sytuacji jeszcze bardziej.
Nie zgadzam się, że to jest sytuacja bez wyjścia.
Jest wiele rozwiązań, i wcale nie są one wyborem najmniejszego zła.
To zupełnie normalne, że czasem w życiu człowiek podejmuje złe decyzje. Jest mnóstwo powodów, żeby się pomylić. Ważniejsze jest to, żeby w porę zorientować się, że to był błąd i próbować go naprawić.
Prawdę mówiąc myślę, że jesteś pod wpływem ogromnego stresu i nie jesteś teraz w stanie realnie ocenić ani sytuacji, ani swoich uczuć. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem w tej chwili byłoby wyjechać choćby na tydzień, zostawić wszystko za sobą i spróbować nabrać powietrza w płuca. Dosłownie i w przenośni.
A potem spróbować na spokojnie oddzielić rzeczy ważne od mniej istotnych. I zając się tylko tymi pierwszymi.
Tak naprawdę nie jest ważne co pomyślą inni ludzie. Nie jest ważne co powie Twoja mama, teściowa czy siostra. Ważne jest to, czego Ty naprawdę pragniesz.
Realizowania się w pracy? Spełniania swojej pasji naukowej? Męża? Innego męża? Nowego życia?
Myślę, że znasz wszystkie odpowiedzi, ale tkwiąc w oku cyklonu trudno Ci będzie je odnaleźć. Może dobrze byłoby spróbować zmienić otoczenie i rzeczywistość, choćby na krótko? Wszystkie sprawy wyglądają inaczej, kiedy zmieni się perspektywę patrzenia, a kiedy patrzy się na nie z daleka, nagle widać które są naprawdę ważne. Myśle, że dopiero wtedy można podejmować dobre decyzje. I tego Ci gorąco życzę :)
Pani Beato `W dzungli zycia` zawiera pierwsze slowa które przenikaja do tych ukrytych nawet przede mna czesci mnie. czuje ze trafiaja w samo sedno.odkrywaja to co juz dawno powinno byc odsloniete
czytajac Pani slowa czulam sie jakbym czytala wlasne mysli które chcialam zagluszyc wlasna biografie
mam 22 lata a spotkalo mnie juz tyle rzeczy opsanych przez Pania: zagubienie problem z wyborem drogi zyciowej sukcesy anoreksja bulimia smutek alkohol narkotyki ucieczka z kraju pasja twórcza myśli samobojcze Tylko w duzo bardziej ekstremalnej formie. Do tego klamstwa, kradzieze, oszustwa.
a reaguje T A K S A M O
Ubiera Pani w słowa to,co jest we mnie i dzieki temu moge to sobie uswiadomic, wypowiedziec i zadbac o moje życie Kiedys bylam najlepsza uczennica, najlepsze liceum, olimpiady, elitarne studia, ... po prostu talent we wszystkich dziedzinach, rodzice przed kazdym sie mogli mna pochwalic ale to przeciez bylo tylko plyniece z biegeim rzeki jak MARTWA ryba pochwalane i akceptowane przez otoczenie
potem we mnie cos sie zaczelo buntowac, nie moglam sobie z tym poradzic, to zaczelam niszczyc sama siebie, anoreksja przerodzila sie w bulimie (nienawidze tych slow. Nienawidze tych pojec, po co one istnieja!). a potem pojawil sie alkohol zeby o tym zapomniec poszlam na studia i nadal nie wiem czy ten kierunek to marzenie moje czy rodzicow
Coraz gorzej,,,,, omal nie wyrzucili mnie ze studiow, gdyz bardziej bylam zajeta JEDZENIEM, chodzeniem na IMPREZY i PICIEM. przepuscilam tyle pieniedzy------rownowartosc kilku moich wymarzonych podrozy do Ameryki Południowej
Teraz wrocilam, ale ciagle uciekam od rzeczywistosci która mnie dusi, od moich mysli
DZIEKI Pani ucze sie je oswajac Znajduje w Sobie coraz wiecej sily pasji miłości Potrafie wzruszyc sie poezja, fotografia, obrazem, bezinteresowanie komus pomoc, ALE Potrafie tez notorycznie lamac obietnice (WOBEC SIEBIE !!!) i kolejny raz chodzic wstawiona po miescie i nie byc swiadoma tego Ze wlasnie ukradli mi torebke
Dziekuje, (zaraz sprobuje kupic w dzungli milosci bo milosc PRZECIEZ daje tyle sily a jeszcze mi jej brakuje) Ania
Aniu, każdy wypełnia swoje życie tym, czym chce – albo ważnymi rzeczami albo śmieciami. Ja kiedyś spędzałam życie w duchowym śmietniku i wolałam mówić, że wszystko jest głupie i nic nie warte. Ale w moim życiu nie pojawiało się nic cennego, nic takiego, co dałoby mi trwałe szczęście i poczucie spełnienia. Wtedy postanowiłam wyjść z tego śmietnika myśli i zacząć żyć inaczej. Bo gdyby tak stanąć z boku i popatrzeć na kogoś, kto marnuje czas i niszczy swoje ciało alkoholem, papierosami i fast foodem, to co właściwie taki człowiek ma z życia? Chwilowe upojenie, zapomnienie, razem z rosnącym poczuciem winy, smutku i rozgoryczenia.
Sukcesy, jakie osiągałaś wcześniej, są dowodem na to, że masz ogromny potencjał. Szkoda go marnować na szwendanie się po mieście i łzy.
Anoreksja i bulimia to tylko zwierciadło Twojej niechęci do samej siebie. Można to zmienić. Jasne, że to nie jest łatwe, ale pierwszy krok już zrobiłaś. Nie wracaj do tej autodestrukcyjnej Anki, która chce zniszczyć Twoją duszę i marzenia, które w sobie masz. Spróbuj inaczej. Spróbuj znaleźć swoje miejsce w życiu, spróbuj znaleźć w sobie to, co lubisz i to, co jest dobre.
Wiem jak się czujesz, bo kiedyś sama byłam dokładnie w tym samym miejscu. Ale wiem też, że można z tego wyjść na prostą. I naprawdę można zrobić ze swoim życiem piękne rzeczy i budzić się z radością. Masz tylko siebie na świecie. Warto w siebie zainwestować. Nie poddawaj się, spróbuj.
Dzien dobry,
Wybieram sie z przyjaciolmi na wycieczke do Tajlandii i Kambodzy i bylbym bardzo wdzieczny o porade i wskazowki. Jedziemy tylko na 10 dni, wiec chcielibysmy jak najlepiej wykorzystac ten krotki czas...
Obecnie nasz plan podrozy wyglada nastepujaco:
12/02 London – Bombay – Bangkok – ladowanie w piatek 13/02 (rano). Zwiedzanie Bangkoku i okolic. 16/02 (rano) podroz do Angkor Watt – autobus, bus albo taxi – w zaleznosci od dostepnosci – generalnie zalezy nam zeby jak najszybciej dojechac. 16-18 zwiedzanie Angkor Watt i okolic. 18/02 (rano) wylot z Siem Reap do Kuala Lumpur i zwiedzanie miasta 18/02 (wieczor) – Kuala Lumpur – Phuket 19-22 – pobyt w rejonie Phuket – zwiedzanie wysp i lokalne atrakcje (nurkowanie itp). 22/02 powrot
Dziekuje. Pozdrawiam Krzysztof
Panie Krzysiu,
czy wszystkie bilety ma już Pan kupione? Jeśli tak, to niewiele mogę zasugerować :)
Jeśli jednak ma Pan na razie tylko bilet na trasie do Bangkoku i z powrotem, to chętnie podpowiem. Po co marnować cały dzień na latanie samolotem - mając tych dni tylko dziesięć? Na pana miejscu nie leciałabym samolotem do Kuala Lumpur, tylko pojechałabym do jakiejś wioski w Kambodży albo wracałabym do Bangkoku autobusem. Wtedy ma Pan czas, żeby zobaczyć pływający targ w Bangkoku albo pojechać godzinę za miasto na słynny most na rzece Kwai. Skąd Pan leci do Warszawy? Z plany wynika, że z półwyspu Phuket, ale chyba wraca Pan z Bangkoku?
Powiem tak: wielkie miasta, takie jak Kuala Lumpur czy Bangkok - wyglądają podobnie. Beton, samochody, spaliny. To dobre na pól dnia. Im dalej od wielkiego miasta, tym robi się ciekawiej, bardziej kolorowo i egzotycznie. Dlatego ja radziłabym spędzić trochę czasu w jakiejś zwyklej wiosce, popatrzeć na ludzi, pójść na pole ryżowe, zobaczyć targ. Tam jest prawdziwe życie.
|